Żyjemy w czasach ciekawych dla literaturoznawcy. Są one tak dynamiczne, że mamy możliwość obserwowania, jak co chwilę powstają nowe gatunki literackie. Głęboka komercjalizacja rynku wydawniczego przyspiesza cały proces przenikania się gatunków, by wydać jak najszybciej nowy produkt. Ale wszystko to zatrzymuje się na pewnym poziomie, na którym bardziej opłacalna staje się szablonowość.
Kiedy odbywałem praktyki dydaktyczne w katowickim gimnazjum uznałem za sprawiedliwe podjęcie lektury jednej książki poleconej mi przez uczniów. Ponieważ w wieku gimnazjalnym i w tego typu inicjatywach większą aktywnością wykazują się dziewczynki, dostałem szybko Zmierzch Stephenie Meyer. Było to jeszcze przed kinową adaptacją pierwszej części owej trylogii i nie wiedziałem, że czytam największy kasowy hit roku
Książka nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia (choć ucieszyło mnie, że jest to pozycja znana dużej części klasy, co znaczy że czytelnictwo wcale nie wymarło) i być może zapomniałbym o niej, gdyby nie późniejsza wszędobylskość reklam filmu na jej podstawie. Ale reklamy także nie są wieczne i znów przygody Belli i Edwarda osuwały się w moją niepamięć, kiedy przeczytałem sensacyjne doniesienia
o tym, że Meyer znalazła godną siebie konkurentkę w osobie Cassandry Clare. To może także by mnie nie ruszyło, jednak cały ten medialny szum wyłonił gdzieś na swych marginesach termin paranormal romance, który miał być określeniem nowego gatunku, w jaki wpisują się książki pani Meyer i pani Clare.
Czym jest paranormal romance? To podgatunek romansu zawierający pewne elementy fantasy czy science fiction. Akcja osadzona jest zwykle w czasach współczesnych lub z niewielkimi tylko odchyleniami od teraźniejszości. Świat przedstawiony imituje ten znany nam zza okna, tyle, że wzbogacony jest o pewne elementy nadnaturalne, głównie wśród postaci: wampiry, anioły, demony, duchy, wróżki, czarnoksiężnicy i tak dalej. Czasem istnienie tych postaci wchodzi w zakres wiedzy ogólnej, tzn. każdy człowiek świadomy jest ich współegzystencji, częściej jednak zdarza się, że tylko główni bohaterowie wiedzą (a czasem tylko oni widzą) o prawdziwej tożsamości owych nie-ludzi.
No i oczywiście tłem dla wszelkiej akcji jest romans między główną bohaterką a jej nadnaturalnym wybrankiem. Wszystko to wywodzi się po części może z książek Anne Rice, po części ze znanego telewizyjnego serialu o przygodach Buffy, pogromczyni wampirów. Oryginalnością specjalnie nie grzeszy, ale jakimś przypomnieniem, odświeżeniem można to nazwać.
Ale świeżość jest zawsze tylko czasowa. I tak oto paranormal romance zdążył już skostnieć, upowszechnić się i popaść w szablony. Dowodem na to są wytyczne dla pisarzy, którzy chcą publikować w wydającym tego typu literaturę Juno Books, zamieszczone na stronie wydawnictwa. Otóż chcąc opublikować swoją powieść, musicie pamiętać o kilku niezmiernie ważnych zasadach: przede wszystkim głównym bohaterem musi być kobieta (dziewczyna w zasadzie), co oznacza, że jej obiektem westchnień musi być mężczyzna bo w tym akurat paranormal romance jest zupełnie “normal” i oddala się jak najdalej może od wzorowania na wspomnianej Anne Rice. Dalej: świat przedstawiony budowany jest na zasadzie urban fantasy, czyli do zwykłego miejskiego krajobrazu dodajemy jakieś fantastyczne stworzenia (największym wzięciem cieszą się wampiry, co oczywiście łatwo wytłumaczyć ze względu na ich seksualne powinowactwo, będące atutem przy wszelkich romansowych niedomówieniach). Postaci nie mogą rozwiązywać wszystkich problemów przemocą (szczególnie jeśli posiadają nadnaturalną siłę… książki byłyby wtedy przewidywalne), ale dobrze jest, gdy czasem przywalą (”broniąc obiektu swojej miłości” – piszą wydawcy). I jeszcze jeden wyznacznik gatunku: ze względu na wysokie ryzyko egzystencji wszelkich nadnaturalnych bytów oraz rzutowanie tego ryzyka na ludzi w ich otoczeniu – romans tego nowego typu posiada zawieszone zakończenie. Czytelnik/czytelniczka czuje się uprawniona do niewiedzy na temat tego, jak skończy się powieść. W przeciwieństwie do typowych romansów: tutaj teoretycznie wszystko może skończyć się źle. Ale – to ważne – nigdy oczywiście tak się nie kończy
Te wyznaczniki sprawiają, że gatunek wyczerpał się w ekspresowym tempie. Ponowoczesna tendencja do maksymalnego rozdrobnienia sprawia, że wąski zakres w którym musi zmieścić się dana pozycja nie pozostawia pola do manewrów dla pisarza. Takie powielanie ma zapewnić czytelnikowi, że kupując książkę dostanie dokładnie to, czego oczekuje. I to nie jest dobre, ponieważ nie tylko ogranicza twórcę, ale także uniemożliwia odbiorcy jakiekolwiek zdziwienie, zaskoczenie, jakąkolwiek przygodność literatury.