Prelekcja prof. Michała Głowińskiego (Strukturalizm jako doświadczenie osobiste), jaka miała dziś miejsce na wydziale polonistyki UŚ, skłania do przemyśleń na temat obecnej kondycji strukturalizmu. Ściślej: swoista anty-moda na strukturalizm wydaje się oczywista, ale ciekawe są powody, dla których owa metodologia znalazła się w tak niewygodnym położeniu. Wydaje mi się, i o to próbowałem zagadnąć Pana Profesora, że to kwestia uzasadnienia zajmowania się literaturą.
Chodzi mi o to, że wszystkie obecne (obecnie modne) teorie literatury wychodzą od tekstu w rozumieniu literatury pięknej, ale dochodzą do pewnego rodzaju nad-tekstu rozmaicie rozumianego (czasem droga jest obustronna, jak w psychoanalizie, gdzie nad-tekst rozumiany jest, jako treść czy kondycja ludzkiej psychiki). Konsekwencją takiego wyjścia, jest podkreślenie uniwersalności literatury, jej miejsca w porządku kosmicznym o budowie hermetycznej: pewien świat (niekoniecznie świat przedstawiony, także jakiś światek metodologiczny, psychologiczny, względnie ideowy) wpisany w tekst literacki znajduje swoje odbicie, odzwierciedlenie w świecie wpisanym w tekst “kosmosu”. Paralelna budowa tekstu (lub interpretacji tekstu) i świata rzeczywistego (na różnych płaszczyznach) pozwala na zgłębianie świata poprzez zgłębianie tekstu (czyli dochodzenie do nad-tekstu przez tekst literacki).
Takiej paraleli nie dostrzegam w strukturalizmie. Jawi mi się on jako sztuka (interpretacji) dla sztuki (interpretacji), i nic ponad to.
Choć strukturalizm popada w zapomnienie w środowiskach akademickich, trzeba pamiętać o tym, że istnieje środowisko, w którym ma się on świetnie. Mam tu na myśli środowisko szkolne. Pedagodzy wykształceni lata temu są – świadomie czy nie – strukturalistami i większość z nich poza strukturalizm nie wyszła. Analizy i interpretacje szkolne były zawsze analizami i interpretacjami strukturalnymi. To wygodne o tyle, o ile strukturalizm jest sprawdzalny. Nie wymaga od nauczyciela innej pracy, niż odczytanie tekstu i zweryfikowanie informacji zawartych w pracy ucznia. Przy czym efekty tego są fatalne na poziomie motywacji. Ponieważ strukturalizm ogranicza się do tekstu literackiego, zamyka się w tekście literackim, uczniowie mają poczucie nieżyciowości literatury. Stąd upadek czytelnictwa, skażonego przez strukturalizm, pierwszą metodologię, z jaką styka się każdy z nas.
Tagi: Głowiński, metodologia, Michał, polska, psychoanaliza, strukturalizm, strukturalna, szkoła, teoria literatury
kwiecień 24, 2008 o 8:53 |
Strukturalizm jest bardzo wygodnym i niewymagajacym specjalnego wysiłku narzędziem w ręku pedagodów. W pewien sposób ogranicza odbiór (interpretacje) tekstów tym samym może zniechęcać do czytelnictwa. Niestety nie “popada w zapomnienie w środowiskach akademickich”. Nadal uczy sie posługiwania tym “narzędziem”, do szkół wciąż trafiają nauczyciele-strukturaliści. Szczerze mówiąc, nie wiem czym tłumaczyć takie działania? Jeżeli zależy nam na kształceniu społeczeństwa, to ośrodki akademickie powinny zwracać szczególną uwagę na metodologię, która bedzie rozwijać, nie ułatwiać/upraszczać życia.
maj 12, 2008 o 1:48 |
Nauczyciele – strukturaliści… A jak wyglądają tematy na maturze rozszerzonej? I nie tylko. Myslę, że większość z nich nie może wyjść poza tę metodę z prozaicznych zupełnie powodów, nie z niewiedzy czy też braku chęci.