Archiwum z maj, 2008

“Obciąganie Mózgu” – a jednak

maj 27, 2008

Okazało się, że organizatorzy częstochowskiej konferencji naukowej Język – Teatr – Literatura V zdecydowali się na przyjęcie mojego zgłoszenia, o którym wspominałem kilka postów niżej. W związku z czym w środę, 28 maja, w budynku Instytutu Filologii Polskiej Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie przy ul. Armii Krajowej 36a, w bloku od godziny 14, w sali 402 wygłoszę referat pod tytułem “Obciąganie Mózgu”. Roberta Antona Wilsona koncepcja literatury i rzeczywistości. Serdecznie zapraszam. Poniżej krótki abstrakt.

Obciąganie Mózgu”. Roberta Antona Wilsona koncepcja literatury i rzeczywistości.

Koncepcja tuneli rzeczywistości R. A. Wilsona opiera się na założeniu, że rzeczywistość zewnętrzna, w każdej sekundzie, bombarduje nasze receptory milionami informacji. Bezkrytyczny i całościowy odbiór wszystkich informacji wywołałby chaos i całkowicie zdezorientował nasze umysły. W związku z czym każdy z nas posiada specyficzny i indywidualny filtr, który dokonuje wstępnej selekcji bodźców dopuszczanych do naszej świadomości. Ogół potencjalnie odbieranych przez nas impulsów składa się na osobisty tunel rzeczywistości.

Co kształtuje tunele rzeczywistości? Najogólniej są to dwa czynniki: czynnik zewnętrzny w postaci kultury, w jakiej dorasta dana jednostka, oraz czynnik wewnętrzny, to jest doświadczenia, jakie stają się udziałem tej osoby. Bardziej szczegółowo: wszelkiego typu przekonania, wierzenia, przesądy, opinie, uprzedzenia, nadzieje, obawy, oczekiwania, wspomnienia i tak dalej.

Ze względu na to, że czynniki konstytuujące jednostkowy tunel rzeczywistości, czyli kultura doświadczenie, mogą być i zwykle są zmienne w czasie, tunele rzeczywistości posiadają charakter dynamiczny. Tak długo, jak tylko ktoś poszerza lub zgłębia dostępny mu kontekst kulturowy oraz doświadcza nowych rzeczy i stanów, tak długo jego ogląd świata może ulegać zmianom.

Stąd wywodzi się podstawowy pogląd Roberta Antona Wilsona dotyczący literatury. Literatura będąca częścią kultury ma moc wpływania na cudze tunele rzeczywistości. Utwór literacki może zmodyfikować przekonania czytelnika. Ale to jeszcze nie wszystko: prawdziwa wielkość literatury polega na możności uświadomienia czytelnikowi mechanizmów, jakimi podlega jego umysł, i odkrycie przed nim,, że w dużym zakresie sam jest zdolny do kreowania otaczającego go świata (poprzez modyfikację postrzegania).

Większość pozostałych światopoglądowych koncepcji i literackich strategii Wilsona będzie się opierać na ukazywaniu, że „nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone”.

Fenomen Oneironu. Między tradycją a nowatorstwem

maj 24, 2008

W związku ze zbliżającą się konferencją “Czytanie Śląska i Zagłębia”, przygotowałem krótki abstrakt referatu, który na niej wygłoszę. Zapraszam wszystkich zainteresowanych (szczegółowy plan konferencji wkrótce!).

Fenomen Oneironu. Między tradycją a nowatorstwem

Chaos. Jeden z przedmiotów zainteresowań i studiów artystów z Kręgu Oneiron, ale także niewyczerpana matryca sztuki, uniwersalna i prawdziwa. W latach 60. i 70. chaos napotkał w Polsce swojego największego ciemięzcę: system. System o aspiracjach totalitarnych, który walczy z chaosem niczym bóg Marduk z babilońską boginią Tiamat. Bój toczył się na wielu płaszczyznach, także, a nawet głównie, kulturowych. Lecz ład jest tylko jedną z wielu konfiguracji zawartych w chaosie i nie może pozostać niezmienny, tym bardziej, gdy jest sztucznie narzucany. Pojawiają się wtedy rozmaite szczeliny i pęknięcia. W kontekście realiów PRL-u jedną z takich metafizycznych szczelin była działająca na Śląsku grupa Oneiron.

W drugiej połowie lat 60., gdy za Oceanem trudne dzieci doktora Hofmanna dopominały się o swoje prawa, zebrało się w Katowicach grono przyjaciół. Piątka młodych artystów: Urszula Broll, Antoni Halor, Zygmunt Stuchlik, Andrzej Urbanowicz i Henryk Waniek, uznała ówczesny teoretyczny kanon akademicki za niewystarczający, i na własną rękę postanowiła zagłębiać się w rozmaite teorie i praktyki, które na PRL-owskich uczelniach nie mogły znaleźć uznania. Intelektualne poszukiwania sprowadziły grupę na tory rozwoju duchowego, kierujące coraz bardziej ku tradycji okultystycznej. W pracowni Urszuli Broll i Andrzeja Urbanowicza, na strychu kamienicy przy ulicy Piastowskiej, mówiono nie tylko na temat sztuki, historii i filozofii, ale różne o starożytnych religiach, magii, okultyzmie, gnozie, psychoanalizie, buddyzmie, tantrze, taoizmie i wielu innych tematach.

Podejmowane dyskusje na tego typu zagadnienia nie były tylko odbiciem osobistych zainteresowań i prywatnych pasji przyjaciół. Posiadały one silne powiązanie ze sposobem postrzegania, odbierania ale przede wszystkim kreowania dzieła sztuki. Dla wytworu artystycznego szukano metafizycznego usankcjonowania w myśl modernistycznej wizji artysty-kapłana. Rola, jaką spełniał twórca polegać miała na łączeniu powszechnego języka symboli z indywidualną gramatyką stanu umysły.

Projekty realizowane przez członków wykraczały poza wymiar praktyki czysto artystycznej. Być może trafnym ujęciem będzie rozpatrywanie kręgu Oneiron w kategoriach neognostyckiej egregoryzacji. Jako egregor byłoby to pewne skupisko energii – duchowych i twórczych – wytworzone początkowo przez piątkę przyjaciół, wzbogacone i zasilone następnie przez szerokie grona znajomych i współpracowników. Egregor ten manifestował się rozmaicie, często spontanicznie, przy realizacji najrozmaitszych projektów intelektualnych, estetycznych i duchowych. Połączył ze sobą tradycję zawartą w historii, kulturze, sztuce Śląska, oraz nowoczesne idee kontrktulturowe, innowacyjne środki wyrazu artystycznego i nieodkryte pokłady kultury Dalekiego Wschodu. Postrzegany obecnie głównie jako fenomen, wydaje się zarazem być naturalną konsekwencją „mistycznej aury Śląska”, przejawem śląskiego genius loci.

Czytanie Śląska i Zagłębia

maj 19, 2008

Koło Naukowe Polonistów zaprasza na konferencję naukową

CZYTANIE ŚLĄSKA I ZAGŁĘBIA

26–27 maja 2008, Wydział Filologiczny UŚ, Sala Rady Wydziału

Program:

I DZIEŃ – 26 maja
Prowadzenie: prof. zw. dr hab. Marian Kisiel

9.00 – 10.30
CZAR MEMUARÓW

Anna Szczepanek: Przyszłość niedokonana. Będzin w Pamiętniku Rutki Laskier i wspomnieniach Eugenii Prawer
Magdalena Pułym: Od zakorzenienia do wyobcowania. Obraz Sosnowca w Gęsim puchu Henry’ego Neugebauera
Agnieszka Soluch: Dwa obrazki ze Śląska. O poezji Juliana Kornhausera

10.45 – 12.15
WOKÓŁ RODZINY

Sabina Kwak: „Ukryty wymiar” śląskiego domu (na podstawie fragmentów powieści Feliksa Netza)
Dawid Klachacz: Sen(s) dojrzewania. Biografia i kreacja w opowieści sentymentalnej Juliana Kornhausera
Żaneta Urzykowska: Tradycja śląska i literatura. O Gnoju Wojciecha Kuczoka

12.30 – 14.00
Z HUMOREM I ZABAWĄ

Radosław Klimek: W krainie utopca. Ludowe źródła prozy Andrzeja Sapkowskiego
Marek Mikołajec: Rymowanki dzieci śląskich
mgr Izabela Mikrut: Siła stereotypu, czyli Śląsk w młodym kabarecie

II DZIEŃ – 27 maja
Prowadzenie: dr Elżbieta Dutka

9.00 – 10.30
PRZEZ POKOLENIA

Dominika Grzesica: Kontur kobiety w tradycji śląskiej. Ziemia Elżbiety Poli Gojawiczyńskiej
Weronika Górska: Nastolatka ze Śląska. Współczesne powieści młodzieżowe Marty Fox wobec Ziemi Elżbiety Poli Gojawiczyńskiej
Anna Szalek: Obraz pokolenia w Hucie Grzegorza Kopaczewskiego

10.45 – 12.15
W KRĘGU SZTUKI

Anna Gębala: „Rozczłonkowana małolatka”. Koncepcja sztuki i wizja kobiecości w twórczości Hansa Bellmera
Krzysztof Grudnik: Fenomen Oneironu. Między tradycją a nowatorstwem
Małgorzata Pierz: Sakralizacja rodziny śląskiej (o Perle w koronie Kazimierza Kutza)

SKF: Labirynt Fauna

maj 17, 2008

Ponieważ wiadomo już, że kwietniowy numer magazynu Pre-text będzie najwcześniej numerem majowym, postanowiłem zachować resztki aktualności i opublikować w ramach bloga moje refleksje na temat kwietniowego spotkania Studenckiego Klubu Filmowego. Tekst ten ukaże się zapewne w kolejnym numerze Pre-textu, o czym poinformuję w stosownej chwili. Zapraszam do lektury.

Studencki Klub Filmowy: “Labirynt Fauna” (wprowadzenie dr Mirosława Wielopolska-Szymura), 17.04.2008, o godz. 18:00.

Spotkania Studenckiego Klubu Filmowego to inicjatywa miłą, choć zróżnicowana pod względem poziomu. Mniejsza o poziom filmu, skupmy się chwilowo na otoczce. Wydaje się, że ideą SKF nie jest popularyzowanie jakiegoś konkretnego kina, lecz pewnego typu odbioru, odbioru intelektualnego, refleksyjnego. Stąd nieodłączne elementy spotkań: prelekcja oraz dyskusja. I to właśnie one stanowią czynnik różnicujący poszczególne spotkania.

Ciężkie zadanie postawiono przed osobą, która miała wprowadzić widzów w “Labirynt Fauna”. Nie dlatego, że film jest trudny do interpretacji, lecz dlatego, że większość odbiorców miała zapewne w pamięci zeszło miesięczne wprowadzenie do filmu “Mała Miss”, którego dokonał dr Ryszard Koziołek. Było ono konkretne, zwięzłe, zwracało uwagę na ważne elementy. Poprzeczka została ustawiona bardzo wysoko. Myślę, że pani doktor Mirosława Wielopolska-Szymura nawet jej nie strąciła, potknęła się gdzieś na rozbiegu…

Przede wszystkim nie ma potrzeby przytaczania encyklopedycznej (czy nie należałoby dziś napisać: wikipedycznej?) wiedzy na temat reżysera i całego jego dorobku filmowego. Z pewnością spora część publiczności “wyłączyła się” już po kilku pierwszych zdaniach. Dalej – warto zastanowić się nad gatunkiem. Pani Doktor, w zależności od potrzeby, określała “Labirynt Fauna” jako horror lub fantasy. Nie padła zbitka horror-fantasy czy fantasy-horror, ale wszystkie te kategorie wydają się chybione. Jako horror film ten się nie sprawdza, bo choć zawiera sceny mocne, brutalne, drastyczne, to nie straszne. Jedna może scena wpisywała się w konwencję horroru, ale to za mało, by rozciągać kategorię na cały film. Co zaś tyczy się fantasy – to termin nadal bardzo płynny, niewyraźny, i w zależności od rozumienia, będzie on tutaj lub nie będzie adekwatny. Ponieważ jednak padał w kontekście takich dzieł jak “Władca pierścieni” czy “Opowieści z Narnii”, a nie -a na przykład – “Mistrz i Małgorzata”, przeto i ten trop prowadzi raczej na manowce.

Kategorią gatunkową, jaka nasuwa się przy “Labiryncie Fauna” jest nic innego, jak popularny dziś realizm magiczny, w stylu Marqueza czy Carter (choć biorąc pod uwagę okręg kulturowy – bardziej Marqueza). Polega on na współistnieniu świata realnego i magicznego, przy czym mogą one wzajemnie na siebie oddziaływać. Bardzo często – tak jest i w tym przypadku – niepewny pozostaje status świata magicznego, który może być odbierany jako wytwór fantazji, ale, to ważne, fantazji twórczej, posiadającej moc kreacji, oddziaływania na świat rzeczywisty (czyli – w ostatecznym rozrachunku – magicznej).

“Labirynt Fauna” jest filmem, który pozwala na kilka różnych odczytań. Ponieważ każdemu, w miarę krytycznemu odbiorcy, historie o złych faszystach i biednych, ale dobrych opozycjonistach wychodzą bokiem już gdzieś w liceum, atrakcyjniejszym wydaje mi się odczyt sugerowany przez dobór wspomnianego wcześniej gatunku, a więc spojrzenie na film nie jak na następny bilans ludzkiej kondycji psychicznej w perspektywie zagrożenia totalitaryzmem, lecz jak na opowieść inicjacyjną, w której bohater (bohaterka) przejść musi przez szereg prób, by na końcu wyzbyć się własnego ego i przeskoczyć Otchłań bez wpadania w sidła Chorozona. Ale odłóżmy na bok kabałę. W interpretacji, ku której się skłaniam, i do której namawiam Czytelników, przedstawione w filmie tło wojny jest jedynie wyraźnym ukazaniem tego, że zastana rzeczywistość nie przystaje do wymagań jednostki (stąd tez dobór anty-jednostkowego systemu faszystowskiego, lecz należy pamiętać, ż partyzanci to komuniści, więc wyznawcy systemu równie anty-jednostkowego). W związku z tym musi owa jednostka przenieść swą świadomość na wyższy poziom, do jakiejś nad-rzeczywistości (może w kontekście chtonicznym lepsze byłoby określenie pod-rzeczywistości). Wiąże się to z koniecznością wyzbycia się przywiązania do doczesnych rzeczy i emocji, co bywa trudne i bolesne. Doskonale, a zarazem bardzo subtelnie, podkreślają to pojawiające się w filmie (w książkach Ofelii) ilustracje Karla Wilhelma Diefenbacha, słynnego autora cyklu “Per aspera ad astra” (“Przez ciernie do gwiazd”).

Przed krytykiem, który bierze udział w pewnym kulturalnym wydarzeniu, jakie później ma opisać, rysuje się dylemat: czy powinien on – jeśli istnieje taka możliwość – brać w nim czynny udział? Tym razem uznałem, że nie, i dlatego po emisji jedynie przysłuchałem się dyskusji, nie zabierając w niej głosu. niestety, dyskusja wypadła miernie. Pominąwszy fakt, że 90% widzów opuściło salę tuż po projekcji (być może wstęp nie zachęcił ich do pozostania, mnie również – zostałem z obowiązku), trzeba przyznać, że pozostała część również niewiele miała do powiedzenia. Grad pytań, jakim pani doktor Mirosława Wielopolska-Szymura starała się rozpaczliwie wzniecić jakąkolwiek wymianę zdań, sprawił, że nie zarysował się jakikolwiek uporządkowany tok, wszystkie wypowiedzi były luźnymi refleksjami, bez wzajemnego powiązania.

A jednak jest coś w spotkaniach SKF, co sprawia, że chce się na nie przychodzić: nadzieja, że doskonały pomysł spotka się z doskonałą realizacją. Przy czym nie chodzi tutaj o kwestię organizacji, tej nie ma co zarzucić, to raczej marzenie o mądrze aktywnej publiczności i elokwentnym (w)prowadzeniu.

Niekonsekwentna matura 2008

maj 9, 2008

Egzamin maturalny zawsze jest przedmiotem żywych dyskusji. Dotyczy co roku pokaźnej grupy osób zainteresowanych (zdających, ich rodziców, uczniów klas młodszych, nauczycieli, studentów polonistyki z dydaktycznym ukierunkowaniem itd.), przez co sporo o nim informacji w mediach. I ja chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami nie dotyczącymi sposobu przeprowadzania, stopnia trudności i tym podobnych, popularnych tematów, lecz samej matury: jej merytorycznej zawartości i proponowanego przez CKE rozwiązania.

Przede wszystkim chodzi o pewną niekonsekwencję. Otóż według materiału obowiązującego w szkole średniej Lalka Bolesława Prusa to przykład prozy polskiego pozytywizmu, która jest “realistyczna do bólu”. Tymczasem tytuł wypracowania numer 2 brzmi: Sen jako sposób prezentowania postaci literackiej. Otóż cała tradycja oniryczna popularna niezwykle w czasach romantyzmu ni jak nie pasuje do realizmu pozytywistycznego!

Mało tego, fragment przykładowego rozwiązania, zamieszczony na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej zawiera zdanie: “Nachodzą ją czarne myśli, czarne jak zapadający za oknem zmierzch”, które sugeruje nawiązanie do sentymentalnej relacji nastroju bohatera i otaczającej przyrody. Znów zabieg zupełnie niezgodny z konwencją realizmu.

Trzecim tropem, na który może wpaść zdolny uczeń jest psychoanalityczna wykładnia snu. Czy psychoanaliza jest realistyczna? Być może, jeśli spojrzeć na nią jak na interpretacją sprowadzającą nierealne sny na racjonalne pragnienia. Problem w tym, że Lalka publikowana była w latach 1887-1889, tymczasem Objaśnienie marzeń sennych Freuda to rok 1899. Mógł Prus ubiec genialnego doktora o dziesięć lat, ale byłoby to odkrycie nielada.

Wnioski z tego nasuwają mi się dwa, albo

1. okłamuje się uczniów mówiąc im, że Lalka to powieść realistyczna,

albo

2. promuje się uczniów słabych, którzy nie mają pojęcia o tym, w jaką konwencję powinno wpisywać się Lalkę, przez co wolni są od “interpretacyjnych uprzedzeń”.

Oba rozwiązania są niepokojące.

To nie jedyny przykład niekonsekwencji w arkuszu maturalnym. Podobne pułapki czyhają w pierwszym temacie. Wiem, że Oda do młodości Mickiewicza to utwór bardzo dogłębnie omawiany w szkole. Chciałoby się go nazwać manifestem romantyków, i z pewnością nim jest, ale… tylko w treści! Otóż forma Ody do młodości jest nadal klasycystyczna. Może to “czepianie się”, jednak uważam, że taki dobór tekstu jest w pewnej mierze dezorientujący.

Przy okazji tematu pierwszego, zerknijmy raz jeszcze do propozycji odpowiedzi CKE. Znajdujemy tam następujące zdanie: “Tej determinacji i wiary w skuteczność podejmowanych działań brak młodym z końca wieku, w których imieniu wypowiada się Tetmajer (nie mamy odwagi i mocy).” (podkr. moje). Otóż to błąd. Tetmajer nie wypowiada słów “nie mamy odwagi i mocy”. Osobą mówiącą w wierszu jest podmiot liryczny, którego nie należy utożsamiać z autorem empirycznym! Od czasu śmierci autora ogłoszonej przez Rolanda Bathesa takie stwierdzenie jest w ogóle bez sensu.

Wydaje mi się, że to właśnie niekonsekwencja pomiędzy tym, czego uczeń dowiaduje się na lekcjach, a tym, co wymaga od niego egzamin naturalny, oraz silne uproszczenia będące w zasadzie błędami merytorycznymi są najpoważniejszymi zarzutami, jakie można postawić przed tegoroczną maturą.

Kończąc te wywody, chciałem oznajmić, że maturę z polskiego (jeszcze wtedy “starą”) zdałem kilka lat temu na ocenę celującą. I nie miałem wtedy pojęcia, czym jest neosemantyzacja…