Ponieważ wiadomo już, że kwietniowy numer magazynu Pre-text będzie najwcześniej numerem majowym, postanowiłem zachować resztki aktualności i opublikować w ramach bloga moje refleksje na temat kwietniowego spotkania Studenckiego Klubu Filmowego. Tekst ten ukaże się zapewne w kolejnym numerze Pre-textu, o czym poinformuję w stosownej chwili. Zapraszam do lektury.
Studencki Klub Filmowy: “Labirynt Fauna” (wprowadzenie dr Mirosława Wielopolska-Szymura), 17.04.2008, o godz. 18:00.
Spotkania Studenckiego Klubu Filmowego to inicjatywa miłą, choć zróżnicowana pod względem poziomu. Mniejsza o poziom filmu, skupmy się chwilowo na otoczce. Wydaje się, że ideą SKF nie jest popularyzowanie jakiegoś konkretnego kina, lecz pewnego typu odbioru, odbioru intelektualnego, refleksyjnego. Stąd nieodłączne elementy spotkań: prelekcja oraz dyskusja. I to właśnie one stanowią czynnik różnicujący poszczególne spotkania.
Ciężkie zadanie postawiono przed osobą, która miała wprowadzić widzów w “Labirynt Fauna”. Nie dlatego, że film jest trudny do interpretacji, lecz dlatego, że większość odbiorców miała zapewne w pamięci zeszło miesięczne wprowadzenie do filmu “Mała Miss”, którego dokonał dr Ryszard Koziołek. Było ono konkretne, zwięzłe, zwracało uwagę na ważne elementy. Poprzeczka została ustawiona bardzo wysoko. Myślę, że pani doktor Mirosława Wielopolska-Szymura nawet jej nie strąciła, potknęła się gdzieś na rozbiegu…
Przede wszystkim nie ma potrzeby przytaczania encyklopedycznej (czy nie należałoby dziś napisać: wikipedycznej?) wiedzy na temat reżysera i całego jego dorobku filmowego. Z pewnością spora część publiczności “wyłączyła się” już po kilku pierwszych zdaniach. Dalej – warto zastanowić się nad gatunkiem. Pani Doktor, w zależności od potrzeby, określała “Labirynt Fauna” jako horror lub fantasy. Nie padła zbitka horror-fantasy czy fantasy-horror, ale wszystkie te kategorie wydają się chybione. Jako horror film ten się nie sprawdza, bo choć zawiera sceny mocne, brutalne, drastyczne, to nie straszne. Jedna może scena wpisywała się w konwencję horroru, ale to za mało, by rozciągać kategorię na cały film. Co zaś tyczy się fantasy – to termin nadal bardzo płynny, niewyraźny, i w zależności od rozumienia, będzie on tutaj lub nie będzie adekwatny. Ponieważ jednak padał w kontekście takich dzieł jak “Władca pierścieni” czy “Opowieści z Narnii”, a nie -a na przykład – “Mistrz i Małgorzata”, przeto i ten trop prowadzi raczej na manowce.
Kategorią gatunkową, jaka nasuwa się przy “Labiryncie Fauna” jest nic innego, jak popularny dziś realizm magiczny, w stylu Marqueza czy Carter (choć biorąc pod uwagę okręg kulturowy – bardziej Marqueza). Polega on na współistnieniu świata realnego i magicznego, przy czym mogą one wzajemnie na siebie oddziaływać. Bardzo często – tak jest i w tym przypadku – niepewny pozostaje status świata magicznego, który może być odbierany jako wytwór fantazji, ale, to ważne, fantazji twórczej, posiadającej moc kreacji, oddziaływania na świat rzeczywisty (czyli – w ostatecznym rozrachunku – magicznej).
“Labirynt Fauna” jest filmem, który pozwala na kilka różnych odczytań. Ponieważ każdemu, w miarę krytycznemu odbiorcy, historie o złych faszystach i biednych, ale dobrych opozycjonistach wychodzą bokiem już gdzieś w liceum, atrakcyjniejszym wydaje mi się odczyt sugerowany przez dobór wspomnianego wcześniej gatunku, a więc spojrzenie na film nie jak na następny bilans ludzkiej kondycji psychicznej w perspektywie zagrożenia totalitaryzmem, lecz jak na opowieść inicjacyjną, w której bohater (bohaterka) przejść musi przez szereg prób, by na końcu wyzbyć się własnego ego i przeskoczyć Otchłań bez wpadania w sidła Chorozona. Ale odłóżmy na bok kabałę. W interpretacji, ku której się skłaniam, i do której namawiam Czytelników, przedstawione w filmie tło wojny jest jedynie wyraźnym ukazaniem tego, że zastana rzeczywistość nie przystaje do wymagań jednostki (stąd tez dobór anty-jednostkowego systemu faszystowskiego, lecz należy pamiętać, ż partyzanci to komuniści, więc wyznawcy systemu równie anty-jednostkowego). W związku z tym musi owa jednostka przenieść swą świadomość na wyższy poziom, do jakiejś nad-rzeczywistości (może w kontekście chtonicznym lepsze byłoby określenie pod-rzeczywistości). Wiąże się to z koniecznością wyzbycia się przywiązania do doczesnych rzeczy i emocji, co bywa trudne i bolesne. Doskonale, a zarazem bardzo subtelnie, podkreślają to pojawiające się w filmie (w książkach Ofelii) ilustracje Karla Wilhelma Diefenbacha, słynnego autora cyklu “Per aspera ad astra” (”Przez ciernie do gwiazd”).
Przed krytykiem, który bierze udział w pewnym kulturalnym wydarzeniu, jakie później ma opisać, rysuje się dylemat: czy powinien on – jeśli istnieje taka możliwość – brać w nim czynny udział? Tym razem uznałem, że nie, i dlatego po emisji jedynie przysłuchałem się dyskusji, nie zabierając w niej głosu. niestety, dyskusja wypadła miernie. Pominąwszy fakt, że 90% widzów opuściło salę tuż po projekcji (być może wstęp nie zachęcił ich do pozostania, mnie również – zostałem z obowiązku), trzeba przyznać, że pozostała część również niewiele miała do powiedzenia. Grad pytań, jakim pani doktor Mirosława Wielopolska-Szymura starała się rozpaczliwie wzniecić jakąkolwiek wymianę zdań, sprawił, że nie zarysował się jakikolwiek uporządkowany tok, wszystkie wypowiedzi były luźnymi refleksjami, bez wzajemnego powiązania.
A jednak jest coś w spotkaniach SKF, co sprawia, że chce się na nie przychodzić: nadzieja, że doskonały pomysł spotka się z doskonałą realizacją. Przy czym nie chodzi tutaj o kwestię organizacji, tej nie ma co zarzucić, to raczej marzenie o mądrze aktywnej publiczności i elokwentnym (w)prowadzeniu.
Tagi: Fauna, Filmowy, Klub, Labirynt, Mirosława, SKF, Studencki, Szymura, WIelopolska
maj 5, 2008 o 10:34 |
zastanawiam się, czy opiszesz też spotkania KDK?
maj 6, 2008 o 9:07 |
Zbiorczo?
Zobaczę. Przy okazji – czy nie miałaś mi odrzucić książki z następnego KDK?
maj 8, 2008 o 10:24 |
oczywiście, że miałam. Cały czas ją mam w domu i zbieram zamówienia na to, kto ją chce czytać po Tobie ;D. Jutro wezmę pewnie
. Właśnie nie wiem czy zbiorczo… podsumowanie po roku?