Archiwum z listopad, 2008

Gdyby Lacan oglądał Czarodziejkę z Księżyca…

listopad 12, 2008

W radosnym nastroju teoretycznej ekspresji, przeprowadziłem z Szamanem przygodną interpretację pewnego… tekstu kultury. Wychodząc z założenia,  że narzędzia interpretacyjne nadają się równie dobrze do odbioru dzieł kultury wysokiej, jak i tej najniższej, zastanowiliśmy się nad pewnym japońskim teledyskiem do kawałka popowego o nieznośnym dla inteligentnego europejczyka nasyceniu kiczem:

Co rzuca się w oczy, to zabieg miniaturyzacji jedynego mężczyzny. Jest on ukazany kolejno z każdą z czterech kobiet (młodych dziewczyn, co będzie miało znaczenie w toku dalszej analizy), w różnych sytuacjach o teoretycznie nieerotycznym kontekście (co oczywiście oznacza faktycznie erotyczny kontekst ;) ale to zostawiamy w tej chwili), przy czym jest on już zminiaturyzowany. I to zmniejszenie jest właśnie kobiecą fantazją o Fallusie. To znaczy w tym teledysku mężczyzna nie POSIADA Fallusa, ale STAJE się Fallusem, co jest określone przez szereg elementów: przede wszystkim to jego wzrost, który jest sprowadzony do wielkości fallicznej, dalej przez śmieszną czapeczkę, która w jakiś tam sposób konotuje falliczne kształty, dalej to także jego uniform i wreszcie – brak spodni oraz bliżej nie określona pałeczka widoczna w jego ręce na zbliżeniach.

Cały teledysk jest obrazem żeńskich fantazmatów (zauważmy, że kobiety stanowią tu grupę) o mężczyźnie-Fallusie. Idąc dalej, uwagę zwraca sposób traktowania tego Fallusa. Towarzysz kobiecych czynności przy toalecie i samotnym piciu herbaty. Przypudrowanie go i karzące wskazanie palcem – to dalsza redukcja. Poczyńmy tu uwagę, że mogą to być niedojrzałe fantazmaty. Trudno wyobrazić sobie dojrzałe kobiety w takim teledysku. Tak więc owe nieerotyczne konteksty scenek także są kolejnym stopniem redukcji, subwersywnym potraktowaniem Fallusa, sprowadzeniem go do “zera”: symboliczna kastracja. Fallus pozbawiony “męskiego tła” przestaje nim być. Zostaje zinkorporowany przez niedojrzałą [?] kobiecość.

Innym tropem jest erotyczna funkcja jedynego mężczyzny w relacji z odbiorcą. O ile zgrabne, młode, kusząco ubrane dziewczyny oddziaływałyby pobudzająco, o tyle mężczyzna tutaj działa jako swoisty wewnętrzny cenzor (warto tu przywołać stanowisko Ricoeura, który określa sumienie jako głos Innego w nas). Nie jest erotyczny, nie jest też aerotyczny – pełni funkcję anty-erotyczną (jakkolwiek takie odczytanie może być mocno uwikłane w kontekst kulturowy, mamy tu świadomość ewentualnej, kolonialistycznej niepoprawności ;) ), kolokwialnie mówiąc: jest obleśny, stanowi zgrzyt przy budowaniu seksualnego napięcia, uniemożliwia je. Trop ten prowadzi nas z powrotem do wcześniej podejmowanego wątku: w kontekście zinkorporowanego Fallusa, sumienie kobiety występowałoby jako Fallus zinternalizowany – przez jego związek z porządkiem Symbolicznym/Prawem.

Co nas zastanawia, jako refleksja poanalityczna, to czy kultura japońska jest tak preźroczysta, że poddaje się tak łatwo odczytaniom, czy też to nasz dystans do niej pozwala uchwycić wszystko w ten sposób?