RPGwałt

Opublikowany w „Dużym Formacie” artykuł Małgorzaty Łojkowskiej, Gwałt w grze, jak i jego zachwalanie przez Mariusza Szczygła (zastępcy redaktora naczelnego „DF”, ta funkcja podważa wszakże wiarygodność jego „zachwytów” nad tekstem), wywołała chwilowe zamieszanie w infosferze. Zamieszanie, które wydaje się ciekawe, nie tyle ze względu na jego temat, ile jednowymiarowe jego ujęcie.

Tekst pani Łojkowskiej dotyczył potencjalnej szkodliwości gier RPG (tych rozgrywanych w świecie realnym, nie komputerowym), które jej zdaniem prowokują – a przynajmniej stwarzają okazję – do agresywnych zachowań seksualnych wobec kobiet. Przytacza ona wstrząsającą (i brzmiącą mało prawdopodobnie) historię 16-latki, której postać z gry została zgwałcona w czasie jednej z sesji. Jej zdaniem odbiło się to na psychice dziewczyny nie słabiej, od prawdziwego gwałtu…

Rober Anton Wilson powiadał, że jak ktoś w swojej skrzynce na narzędzia ma sam śrubokręt, to wszędzie widzi tylko śruby. Małgorzata Łojkowska, absolwentka Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, autorka książki Dziecko krzywdzone, doszukuje się więc w RPG tego, co leży w obrębie jej zainteresowań. Nic w tym dziwnego.

To, co mnie dziwi, to reakcja środowiska graczy RPG. Nigdy nie należałem do entuzjastów tej akurat rozrywki, zdarzyło mi się kilka razy wziąć udział w sesjach, ale nie złapałem bakcyla. Toteż mogę bez emocjonalnego zaangażowania spojrzeć na sytuację z dystansu. Co widzę? Pani Łojkowska mówi, że RPG są złe albo przynajmniej potencjalnie niebezpieczne, bo stwarzają pole przemocy symbolicznej wobec kobiet (nikt nigdy nie wspomniał o tym, że tego typu gry stwarzają jednakową możliwość gwałtu na mężczyznach). Jej kontrowersyjna teza spotyka się z licznymi odpowiedziami osób grających i zaangażowanych w scenę RPG. Bronią oni swojej rozrywki w listach, polemikach, komentarzach.

Ale w tych obronach pozwalają sprowadzić się do płaszczyzny zakreślonej przez autorkę Gwałtu w grze. Oponenci stosują dwie główne taktyki. Pierwsza: opierając się na własnych, często wieloletnich doświadczeniach, upierają się przy tym, że nigdy nie doświadczyli ani nie byli świadkami podobnej sceny w rozgrywce. Warianty tej strategii: wskazanie na fikcyjny status samej rozgrywki lub zaakcentowanie dobrowolnego charakteru uczestnictwa w grze (zawsze można odejść od zabawy). W każdym razie taktyka ta sprowadza się do stwierdzenia, że problem przywołany przez autorkę nie istnieje w realnym świecie fantazyjnych gier. Jest z palca wyssany.

Albo i nie – to rewers tej taktyki. Znalazły się głosy doceniające artykuł za zwrócenie uwagi na problem, który istnieje. Nie są one drugą strategią, wciąż mieszczą się w ramach pierwszej, zakładając tylko, że problem gwałtu istnieje. Za chwilę wyjaśnię, w jaki sposób dwa tak różne stanowiska są w istocie jedną strategią.

Druga strategia polega na tym, że podkreśla się pozytywny wymiar RPG. Że te gry rozwijają wyobraźnię, uczą tego i owego. Że budują więzi i wszystko, co tylko można sobie wyobrazić.

Pierwsza strategia sprowadza się do pojmowania fikcyjnego gwałtu w kategoriach problemu. Właśnie dlatego nie ma znaczenia, czy komentatorzy uważają, że ten problem jest, czy że go nie ma. Obie grupy uważają to za problem. Druga strategia sprowadza się do przekonania, że rozrywka musi być pożyteczna (w opozycji do stanowiska Łojkowskiej, która pokazuje zagrożenia, co znów umieszcza ją na tej samej linii: przekonanych, że rozrywka ma być pożyteczna, a z zagrożenia żaden pożytek nie płynie).

W rezultacie mamy do czynienia z sytuacją, w ramach której wszyscy zgodzili się do przyjęcia jednego dyskursu, zajmując tylko różne w nim miejsca. Sytuację przypominającą trochę niedawne dyskusje na temat kategorii gender, w których środowiska kościelne i prawicowe zupełnie rozmijały się ze zrozumieniem terminu, a środowiska liberalne czy lewicowe, zamiast odesłać ich do bibliotek, dały się wciągnąć w bzdurny paradygmat. Ja w paradygmat pani Łojkowskiej, podchwycony przez fandom RPG, wciągnąć się nie chcę, bo też uważam, że jest niezbyt mądry. Czy istnieje inna opcja?

Zobaczmy najpierw, czy można o fikcyjnym gwałcie myśleć w innych kategoriach, niż problemu.

Badania z lat 70 i 80 wykazały że rape fantasy (fantazja erotyczna polegająca na wyobrażaniu sobie scenariusza gwałtu, nie znam poleskiego odpowiednika) jest jedną z najczęstszych fantazji erotycznych zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Hariton i Singer (1974) określają tego typu fantazje jako drugie pod względem frekwencji wśród badanych. Knafo i Jaffe (1984) – jako najbardziej popularną wśród ankietowanych. Pelletier i Herold (1988) podają, że fantazje o gwałcie pojawiają się u ponad połowy wypytanych kobiet. Podobnie w nowszych badaniach na uczennicach college’u, okazuje się że i w tym wieku ponad połowa kobiet fantazjuje o byciu gwałconą (Strassberg i Donald, 1998).

Co to znaczy? Zacznijmy może od tego, czego nie znaczy. Nie znaczy to, że którakolwiek z badanych kobiet, fantazjując o gwałcie, chciałaby paść ofiarą gwałtu w rzeczywistości. Analogicznie w przypadku mężczyzn: popularna i w tej grupie fantazja o gwałcie (zdecydowanie częściej obsadzająca mężczyznę w roli agresora) nie przekłada się w żaden sposób na rzeczywiste zachowania seksualne. Inne badania, przeprowadzone na faktycznych gwałcicielach, pokazały, że ich fantazje dotyczą zwykle stosunków pełnych czułości i miłości. Niemożność ich spełnienia rodzi frustrację, która znajduje wyładowanie w akcie seksualnej agresji, mającej jednak charakter protetyczny. Fantazjowanie o gwałcie nie ma zatem nic wspólnego z gwałtem rzeczywistym.

Skąd jednak te fantazje? Wydaje mi się, że gwałt jest aktem bardzo prymitywnym. Nie w sensie moralnej jego oceny, ale w sensie jego, powiedzmy, „zwierzęcej natury”. Zmuszanie samicy do kopulacji w świecie zwierząt jest dość powszechne. Przypuszczam, że u człowieka pierwotnego było podobnie. Jasne, przez milenia wypracowaliśmy kulturę, która chroni nas przed takimi zachowaniami i karze za brak społecznych zahamowań. To wspaniałe, ale jednocześnie nie pozbawiające nas pierwotnych instynktów. Umiemy je kontrolować, a jednym z narzędzi ich kontroli jest właśnie fantazja.

Gry typu RPG nie działają w ten sposób, że odgrywane w nich zachowania i sytuacje stają się matrycą do realnych zachowań. Tak myślano dekady temu. Działanie ich jest dokładnie odwrotne: to dzięki realizacji pewnych pierwotnych instynktów przeniesionych na ekran fantazji, ubranych w wirtualne kostiumy elfów, gnomów i orków, gracz uwalnia się od ich wpływu w życiu codziennym. W każdym z nas tkwi gwałciciel, morderca, złodziej, sadysta. Kontrolujemy go z większym czy mniejszym powodzeniem. Jego „uwolnienie”, „uzewnętrznienie” w ramach fantazji pozwala tę kontrolę zachować czy umocnić, i nie ma w tym nic złego.

Czy zatem RPG są czymś pozytywnym? Bardzo nie chcę, by tak o nich myślano. Tak samo, jak o grach komputerowych. Sądzę, że to temat na osobny tekst, ale… nie wydaje mi się, by myślenie o rozrywce w kategoriach użyteczności, dydaktyczności, produkcyjności itd. było czymś właściwym. W świecie zdominowanym przez te kategorie potrzeba nam odrobiny hedonistycznej przyjemności. Przyjemności, która nie wiąże się z utylitarnością. W świecie, w którym psychodeliki znajdują zastosowanie w psychoterapii a papierosy zmniejszają ryzyko choroby Alzheimera (co nie musi być prawdą –  ale sama krążąca idea ma tu znaczenie), niezwykle ważne jest zachowanie przestrzeni nieużyteczności. Więc nie mówcie, że gry RPG wiele mogą nauczyć (książki mogą wiele nauczyć), albo że budują więzi międzyludzkie (seks buduje więzi, ten niewyobrażony), albo że rozwijają wyobraźnię (sztuka rozwija wyobraźnię). Nie tylko nie mówcie, ale sami w to nie wierzcie. Bo im więcej użyteczności, tym mniej frajdy.

Reklamy

1 komentarz do “RPGwałt

  1. Pingback: Jesteś za stary | Jestem Geekiem blog | Jestem Geekiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s